Mercure Warszawa Grand
HeritageDziedzictwo Wtopione w Mury: Niezwykła Historia Mercure Warszawa Grand
Wyobraź sobie Warszawę w połowie lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku. Miasto na nowo podnoszące się z morza wojennych gruzów, w którym ostry zapach szybko schnącej zaprawy murarskiej miesza się z ogromną, namacalną nadzieją na nadejście zupełnie nowej epoki. Na wciąż odbudowywanych ulicach z rzadka słychać warkot silników pierwszych powojennych samochodów, a w niewielkich, zadymionych kawiarniach z przejęciem toczą się ożywione dyskusje o tym, jak wyglądać ma przyszły świat. W samym sercu tego zdeterminowanego do życia miasta, u zbiegu najważniejszych, projektowanych od nowa arterii odradzającej się stolicy, zaczyna powoli wznosić się budynek, który na zawsze zmieni architektoniczną sylwetkę centrum i zdefiniuje samo pojęcie nowoczesnej, europejskiej gościnności w Polsce. To właśnie tutaj, przy słynnej ulicy Kruczej 28, uderzyło i wciąż niezmiennie bije serce tętniącej życiem historii – opowieści, którą dziś szerzej znamy pod nazwą Mercure Warszawa Grand.

Kiedy w 1954 roku władze centralne podjęły ostateczną, niezwykle śmiałą na tamte czasy decyzję o budowie monumentalnego, prestiżowego obiektu noclegowego, cała ulica Krucza została od razu wyznaczona do kluczowej roli głównej osi reprezentacyjnej nowej Dzielnicy Ministerstw i Urzędów Państwowych. Zaproszony do współpracy zespół wybitnych, krajowych architektów – Stanisław Bieńkuński i Stanisław Rychłowski – stanął przed kolosalnym, historycznym wyzwaniem. Musieli oni sprawnie stworzyć potężny gmach, który swoimi rozwiązaniami nie tylko sprostałby wymogom przybywających ze świata dyplomatów oraz ważnych, zagranicznych delegacji państwowych, ale jednocześnie wpisałby się w propagandowy etos socrealizmu. Tak narodził się pierwotny, spektakularny projekt Grand Hotelu. Majestatyczna, bardzo masywna, urozmaicona rzeźbieniami bryła, z pięknie wznoszącym się dumnie na jedenaście pięter frontonem, błyskawicznie zdominowała okolicę, momentalnie stając się symbolem wielkiego, państwowego prestiżu. Co więcej, realizacja tych ambitnych, skomplikowanych założeń i sama budowa trwała łącznie zaledwie trzy lata, co w trudnych, ubogich w specjalistyczny sprzęt realiach powojennych było niezwykle widowiskowym sukcesem i tempem iście zawrotnym.
Kiedy to w chłodny, jesienny dzień 1 października 1957 roku hotel po raz pierwszy, tak oficjalnie zainaugurował swoją zaplanowaną działalność, na ulicach miasta zapanowało niemal elektryzujące poruszenie. To nie było jedynie otwarcie budynku noclegowego, to był wręcz namacalny powiew niezwykle upragnionego, bardzo poszukiwanego zachodniego luksusu, odczuwalnego zza opuszczanej dopiero co żelaznej kurtyny. Jako absolutnie pionierski i pierwszy tego typu obiekt noclegowy w całym, dużym kraju, wspaniały gmach z niezwykłą dumą oferował w pełni intymne, czyste i prywatne węzły sanitarne we wszystkich swoich rozlokowanych początkowo 416 gościnnych pokojach. W epoce i realiach surowych lat pięćdziesiątych, ten niesamowity standard uchodził za absolutny szczyt zamożności oraz nieopisanej wygody. Magiczne miejsce bardzo szybko, momentalnie stało się ważnym kulturalnym i wielkomiejsko-towarzyskim, wibrującym energią centrum Warszawy, gdzie każdego pięknego wieczoru radośnie i nieskrępowanie przecinały się ścieżki doświadczonych polityków, znanych wizjonerskich artystów, poczytnych pisarzy oraz wnikliwych intelektualistów, stając się niekwestionowaną ikoną ówczesnej elity.
Kolejne, burzliwe i piękne dekady niestrudzonej działalności tego wielkiego, warszawskiego gmachu, to niesamowicie porywająca, obfitująca w zdumiewające, czasem zabawne, a czasem wielce doniosłe anegdoty opowieść. Prawdziwym, historycznym kamieniem milowym, budzącym wręcz nieopisane, ogromne i entuzjastyczne emocje nawet w poważnej prasie międzynarodowej, było odważne i inżynieryjnie skomplikowane zaprojektowanie innowacyjnego lądowiska dla helikopterów na rozległym, płaskim dachu potężnego budynku. W ciepłe miesiące 1958 roku na oczach zadartych do góry mieszkańców odbyło się tam brawurowe, zupełnie wiekopomne próbne lądowanie testowej maszyny SM-1. I chociaż w ostatecznym rozrachunku, kierując się wyśrubowanymi względami rygorystycznego bezpieczeństwa, do regularnych komercyjnych lotów podniebnych taksówek z zamożnymi pasażerami w końcu nigdy nie doszło, to bezprecedensowe wydarzenie ugruntowało ten niesamowity, bezgraniczny i fascynujący pęd ku awangardowej nowoczesności, który tak nieodłącznie towarzyszył narodzinom tego bez wątpienia legendarnego i jedynego w swoim rodzaju warszawskiego hotelu.
O autentycznej, niepodważalnej wręcz sile przyciągania dawnego Grandu zdecydowanie najdobitniej świadczy nieskończenie długa, zaiste epicka lista wybitnych i bardzo znamienitych gości przybywających ze wszystkich stron skonfliktowanego świata. Kiedy tylko na chwilę zamykasz na moment oczy, łatwo możesz wyobrazić sobie luksusowe, bardzo wyciszone grubszym dywanem korytarze, w których delikatnie, nienachalnie unosił się niegdyś słodkawy, przyjemny zapach wyszukanych perfum Pierwszej Damy potężnego mocarstwa USA, pani Eleanor Roosevelt, albo intymne gabinety, w których to właśnie mąż stanu, słynny Robert Kennedy z wielkim przejęciem odbywał dyskretne, polityczne, zakulisowe rozmowy o znaczeniu dla układu sił. To dokładnie tutaj ten legendarny, absolutny mistrz i niezrównany wirtuoz klasycznego fortepianu, uwielbiany Artur Rubinstein poszukiwał zasłużonego relaksu, ciszy i wytchnienia pomiędzy wyczerpującymi, wspaniałymi koncertami, a szerokie, słoneczne pokoje regularnie i gościnnie przyjmowały wielkiego Jana Kiepurę i niezapomnianego, charyzmatycznego liryka Bułata Okudżawę. Szerokie, marmurowe korytarze każdego bożego dnia wręcz huczały i rozbrzmiewały dziesiątkami bardzo różnych, intrygujących europejskich języków, a w słynnej, umiejscowionej imponująco na 11. piętrze, pięknej kawiarni "Olimp" – słynącej z wyśmienitego, panoramicznego tarasu widokowego – przebywała i swobodnie bawiła się cała zgromadzona śmietanka, bohema oraz wierchuszka towarzyska wschodzącej z ruin Warszawy. Warto także z perspektywy czasu odnotować, że ten prestiżowy hotel przez całe lata stanowił cenną i wyjątkową siedzibę wielce zasłużonego Polskiego Komitetu Olimpijskiego, co z radością, trwale i niezwykle silnie splotło go z historycznymi tryumfami wspaniałego, rodzącego się od nowa dumnego, narodowego sportu.

Wielce intrygujące i bardzo zastanawiające jest natomiast to, co dokładnie ten współczesny, uchodzący za jeden z najlepszych obiektów Mercure Warszawa Grand zdołał uratować, przenieść i troskliwie zachować z tamtych oszałamiających, tak pełnych czystego blasku, blichtru i wspaniałego splendoru minionych dni. Najcenniejszym z możliwych, wspaniałym i niewidzialnym dziedzictwem jest tutaj wciąż tętniący i wciąż namacalnie obezwładniający autentyczny duch. Chociaż na skutek przejściowych i ewolucyjnych zmian właścicielskich ze znanej marki Orbis, pod potężne, korporacyjne i dbające o standard skrzydła grupy Accor, oraz w konsekwencji dogłębnej rewitalizacji ukończonej pomiędzy 2004 a 2009 rokiem obszerne, eleganckie wnętrza nabrały w pełni zachodniego i niezwykle nowoczesnego wymiaru, a dawna rzesza pokoi przeobraziła się dla większej wygody w 299 luksusowych i przestronniejszych apartamentów – nadal, z niesamowitą wręcz łatwością, można tu w lot odczytać ukryte w najmniejszych szczegółach subtelne, sentymentalne echa dumnej, tak chlubnej przecież przeszłości. Ostatnie, staranne i przemyślane prace we wnętrzach, a mianowicie te pieczołowicie realizowane i wdrażane jeszcze około 2019 roku, z ogromnym, szlachetnym wyczuciem artystycznym z powodzeniem i dyskrecją wprowadziły subtelne elementy odwołujące się historycznie wprost do niezapomnianego designu i wybitnej estetyki dawnych lat. Goście obdarzeni doskonałym, bacznym okiem od razu wręcz mogą wyłapać te drobne, urzekające wizualnie akcenty, radośnie celebrujące złoty wiek wspaniałego, polskiego wzornictwa, do których ze zdumieniem zalicza się między innymi zachwycające zmysły ciche nawiązanie, celebrujące kultowe arcydzieło krajowej mechaniki, uwieczniające pamięć o absolutnie zniewalającym samochodzie Syrena 100, którego masowa, przełomowa dla polskiej motoryzacji seryjna produkcja ruszyła na taśmach fabrycznych z całkowicie niesamowitym zrządzeniem losu, niemal dokładnie, co do dnia w tym samym, wielce obfitym w historyczne osiągnięcia, znamiennym 1957 roku.
Prawdziwie dziejowe, wyjątkowe i absolutnie doniosłe znaczenie luksusowego hotelu posadowionego dumnie przy Kruczej 28 dla tkanki wielowarstwowej stolicy – jej nieustannego bicia serca, kulturowej różnorodności i potężnej odporności – naprawdę bardzo trudno jest dzisiaj jednoznacznie zważyć, zdefiniować czy obiektywnie przecenić. Ten niewzruszony pośrodku nowoczesnych wieżowców, nieomal monumentalny w swej socrealistycznej postawie obiekt, nie jest przecież wyłącznie jakimś prostym, bardzo użytecznym punktem orientacyjnym. To nade wszystko potężny, oddychający i wnikliwie czujny, oparty w swej mądrości na tysiącach wspomnień żywy świadek skomplikowanej epoki. Przez w pełni heroiczne dziesięciolecia nieugięcie i bardzo lojalnie podawał zawsze w pełni bezpieczne i nieocenione wielkie schronienie dla zagranicznych, odważnych korespondentów, tak samo jak skrycie i wielokrotnie ułatwiał bardzo dogodne i ciche tło dla prowadzenia niejawnych, ściśle poufnych czy wprost kluczowych, dalekosiężnych pertraktacji dyplomatycznych na szczeblach międzyrządowych. Zaskakująco i równocześnie bywał otwartą na wszystko przestrzenią, dając wspaniałą platformę do realizowania i nieskrępowanego wznoszenia odważnych artystycznych form wyrazu i spotkań dla wizjonerów, takich chociażby jak wspominany, legendarny i niezwykle emocjonujący, barwny pobyt wielkiego Viscontiego. W przepięknych i monumentalnych, cichych murach w dyskrecji ostatecznie wtopiły się ślady bytności oraz osobiste losy setek i wręcz tysięcy niezliczonych gości o zupełnie niezwykłych zrządzeniach losu, począwszy od oddanej, ciężko pracującej u podstaw rzemiosła obsługi i hotelowego serwisu dążącego rzetelnie każdego dnia do absolutnej i czystej perfekcji, jak chociażby przez bywające wybitnie mocne i niepodzielnie decyzyjne wpływowe oraz niesłychanie zdeterminowane, wyjątkowe osoby bez wątpienia kreujące nowożytną postać globu bezpośrednio w tak niesamowitej i magicznej aurze przy filiżankach znakomitego i słodkiego naparu przyrządzanego rano u brzegu warszawskiej Wisły.

A dzisiejszy, tak chętnie wybierany pośród tętniącego radosną wrzawą miasta ulepszony znakomicie i dostosowany standardem luksusowy, w pełni czterogwiazdkowy Mercure Warszawa Grand z bardzo pieczołowitym oddaniem w idealny zgoła sposób podąża nową ścieżką z niezwykle pożądanym prestiżowym certyfikatem ekologicznym, wpasowując się płynnie i nieuchronnie w tak niezbędny światowy prąd i dominujący obecnie na mapie nurt mocno i wyraziście świadomego, czułego na los naszej planety i mądrego współczesnego podróżowania. Szalenie wręcz uwielbiana, szalenie użyteczna obfitująca w moc korzyści świetna lokalizacja w zacisznym i ustronnym sąsiedztwie wielu potężnych placówek dyplomatycznych i na domiar tego znajdująca się tylko o krok czy może ledwie niespełna warty uwagi krótki kilometr pieszego relaksującego dystansu od bijącego komunikacyjnie Dworca Centralnego, a w jeszcze lepszym komforcie około 600 zaledwie zgrabnych metrów od odjeżdżającego autobusu z ułatwieniem zmierzającego na Lotnisko Chopina, z dumą czyni to wspaniałe gniazdo w sercu Europy wielce obłędnie wręcz przyjaznym dla wszystkich rodzin, jak też podróżujących dynamicznych biznesmenów i wszystkich ciekawskich turystów. Bliskość urokliwego we wczesnych wieczornych mrokach Traktu Królewskiego z nieśmiertelnym pięknem, szacownym Parlamentem czy również niezwykle zjawiskowymi i w pełni zielonymi rozległymi Łazienkami Królewskimi, stają się nieskończonym, bardzo trwałym nieodzownym i pięknym zarazem potężnym atutem będącym prawdziwą nagrodą dla radosnego, pełnego pożądanego skupienia czy fascynującego miejskiego pieszego, romantycznego poszukiwania niezliczonych atrakcji oraz sekretów skrywanych chętnie przed oczami stolicy. Dawna, i w pełni ugruntowana wielka duma z bogatego życiorysu obłędnie szacownego, prestiżowego obiektywnie wielkiego gmachu łagodnie poddaje się tu pod skrzydła w wyśmienitej symfonii nieopisanego komfortu spotykając nieposzlakowaną i pędzącą jak pocisk obfitującą w nowoczesne nowinki ułatwień dzisiejszą bogatą technologicznie i przyjazną w wymiarze wypoczynku pełną udogodnień, niezwykłą we wszystkim teraźniejszością. Ta zniewalająco wspaniała organizacja pracy nowoczesnego luksusowego hotelarstwa tak idealnie uzupełniona na poły bezkompromisowymi podbojami niezależnej sztuki nowoczesnej i najlepszej ze wszech miar autorskiej sztuki i w pełni profesjonalnej warszawskiej kuchni sprawia każdego cichego przedpołudnia radość udowadniając stale na każdym w pełni świadomym i pożądanym kroku wyjątkowość potrafiąc stale zadziwiać niezapomnianą, bajeczną, cichą przystanią gościnności i odświeżającą niezwykle zaskakującą, nienachalną oraz pełną, intymnie dyskretną luksusową wykwintnością podziwianą niezmiennie i ze szczerym utęsknieniem.
W sercach wielu wędrowców podróżujących drogami całego zjednoczonego świata oraz w pełni świadomych wszystkich tych turystów, u których pragnienie wielokrotnie ujawnia z bliska pęd ażeby wręcz wnikliwie bez wahania i autentycznie pragnąć, fizycznie tak delikatnie po mistrzowsku poczuć pod palcami gładką powierzchnię historii oraz poczuć dreszcz dotknięcia wspaniałej wręcz namacalnie opowieści ukrytej o wspaniałych ludziach pełnej odcieni powojennych burz i marzeń przysłoniętych bezpiecznie pod mocną wznoszącą ku zadowoleniu wyrafinowaną luksusową powłoką połączonej z mistrzowską, pełną najszczerszej wielkiej wygody i prestiżu gościny – z nieskrywaną stanowczością ten wspaniały i niezawodny dumnie trwający we wspomnieniach i wybitnie potężnie zakorzeniony w architekturze warszawskiej po dziś dzień gmach pozostanie stale z rzeszą innych ugruntowanych adresów absolutnie kluczowym, wyjątkowo i nierozerwalnie związanym miejscem wręcz absolutnie obowiązkowym na intymnych i najpiękniejszych mapach całego pełnego dziedzictw globu. Fascynująca tak mocno i oszałamiająco potrafiąca tchnąć wręcz magię potężna ze zmysłów i zapachów aura skwapliwie bardzo wykwintnie i niezwykle w swym dyskretnie niepowtarzalnym kunszcie skromnie lecz podprogowo objaśnia i sugerując subtelnie wskazuje by zachować ułamek uwagi o tym głębiej uświadamiając wręcz każdego ranka namacalnie powoli z pełną powagą i z fascynującą bezkompromisową w każdym z zakątków namiętnością jak niewyobrażalnie i z podziwem bardzo liczne z niebywałymi sekretami i nieskończenie urocze nieopisane, ciche i z wolna zasypane przez chwile warstwy o odcieniach trudnej oraz jak połączonej nierozerwalnie wręcz bardzo mocno i nieludzko potężnej tytanicznej i z nadzieją marzeń upragnionej ludzkiej chłonnej na uczucia pamięci odciętej w otoczeniu wibrującej cudowności we wspomnieniach żywych, odurzających od radości chwilach są tu cudownie nieodzownie zachwycająco i wspaniale pięknie ukryte niesłychanie z dbałością oraz wielkim ukrytym pod powłoką miejskiej betonu i szyby we framugach architekturze tak blisko stojącego w pełni miasta wielkiej stołecznej powojennej dumy Warszawy. Ten artykuł był częściowo zainspirowany starymi fotografiami i nagraniami, które ujrzały światło dzienne, gdy ktoś przyniósł swoje osobiste wspomnienia do digitalizacji. To sprawiło, że zaczęliśmy się zastanawiać, co jeszcze znajduje się tam – na strychach, w pudełkach po butach, w starych szafkach – a co jest ściśle związane z dziedzictwem tej imponującej warszawskiej organizacji opieki noclegowej. Jeśli ktokolwiek na tym świecie lub w samej Polsce w swoim prywatnym posiadaniu posiada jakiekolwiek cenne z historycznego punktu widzenia stare nośniki związane blisko z tą legendarną organizacją – Mercure Warszawa Grand – profesjonalne i pełne zaangażowania w ocalaniu historii cenne, dedykowane, autentyczne usługi takie jak znakomity EachMoment (https://www.eachmoment.pl) mogą w znaczący i kluczowy dla upływu cennego czasu pomóc odzyskać wspomnienia i w pełni trwale oraz godnie zachować je nienaruszone dla przyszłych pokoleń.