EachMoment

Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach

Heritage
M Maria C.

Ocalony Świat nad Brzegiem Łebska: Historia i Dziedzictwo Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach

Wiatr wiejący znad płytkich wód jeziora Łebsko wciąż niesie ze sobą zapach wilgotnego torfu, suszonych w słońcu sieci rybackich i nagrzanego, starego drewna. Gdy staje się pośród krytych trzciną chałup w Klukach, czas zdaje się zatrzymywać, a może raczej – magicznie zapętlać, przywracając do życia świat, który bezpowrotnie miał zostać wymazany z mapy Pomorza. Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach to zdecydowanie nie jest zwykły skansen. To uświęcone miejsce pamięci, ostatni azyl dla gasnącego echa Słowińców – rdzennej ludności, która przez stulecia z uporem opierała się surowej naturze, geograficznej izolacji i zawirowaniom historii, by ostatecznie ulec bezlitosnym powojennym wichrom polityki. Dziś, przechadzając się piaszczystymi, wiejskimi ścieżkami między białymi fasadami poprzecinanymi ciemnymi belkami szachulca, niemal dotykamy żywej materii przeszłości. To urzekająca, pełna pasji opowieść o heroizmie garstki ludzi, którzy postanowili wbrew wszystkiemu ocalić kulturę skazaną na zapomnienie.

Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach

Photo: Yarl, CC BY-SA 3.0. Source

Początki: Dramatyczny Wyścig z Czasem

Historia powstania Muzeum Wsi Słowińskiej to w istocie niesamowity wyścig z bezlitośnie uciekającym czasem. Po zakończeniu II wojny światowej sytuacja Słowińców – lokalnej ludności posługującej się w dużej mierze archaicznym dialektem kaszubskim z niemieckimi wpływami i posiadającej bardzo zawiłą tożsamość – stała się tragiczna. Traktowani z podejrzliwością i nieufnością przez napływową ludność oraz nowe władze, zaczęli masowo opuszczać swoje odwieczne, bagniste ziemie, emigrując za Odrę. Za nimi zostawały tylko pustoszejące z każdym rokiem wsie, a unikalna architektura, znana dziś dumnie jako "Kraina w Kratę", zaczęła szybko popadać w ruinę i niszczeć pod wpływem surowego, nadmorskiego klimatu. W 1958 roku, gdy proces ten nabierał bolesnego, destrukcyjnego rozpędu, w umysłach lokalnych muzealników – na czele z wizjonerską Marią Zaborowską – oraz nielicznych zapaleńców-społeczników zrodziła się śmiała idea utworzenia skansenu. Zrozumieli oni, że jeśli nie podejmą gwałtownych i natychmiastowych działań, ostatnie materialne ślady po dawnych gospodarzach tych ziem po prostu zgniją w nadmorskich błotach.

Owocem tych wieloletnich, upartych starań było wreszcie formalne powołanie do życia placówki zarządzeniem Powiatowej Rady Narodowej w Słupsku, co miało miejsce dokładnie 14 maja 1963 roku. Zaledwie kilka miesięcy później, 22 września 1963 roku, uroczyście otwarto Muzealną Zagrodę Słowińską. Zaczęło się niezwykle skromnie – zaledwie od jednej, zachowanej in situ (czyli dokładnie w swoim pierwotnym miejscu posadowienia) chałupy z XIX wieku, należącej niegdyś do rybackiej rodziny Reimannów. Nie przeniesiono jej z innej wsi, ona po prostu tu stała i trwała, stając się autentyczną, historyczną kotwicą, wokół której z czasem zaczęła narastać cała ocalona na nowo dawna wieś.

1958

Narodziła się idea utworzenia zagrody — odważna, muzealnicza wizja ocalenia świata, który powoli, na oczach wszystkich znikał we mgle nadmorskich jezior.

1963

Otwarcie pierwszej Muzealnej Zagrody Słowińskiej (22 września) — niezwykle skromne ziarno pamięci zostaje formalnie zasiane na mokrej ziemi w Klukach.

Lata 1974–1976

Czas najwyższej próby — potężna fala emigracji zmusza muzealników do stoczenia heroicznej walki z biurokracją i czasem o ratowanie zrujnowanych, opustoszałych domostw.

1995

Zmiana nazwy na Muzeum Wsi Słowińskiej — dumne przypieczętowanie i oficjalne uhonorowanie unikalnej, skomplikowanej tożsamości ludu dawnych mokradeł.

2008

Karczma „U Dargoscha” wita wędrowców — zapach pieczonego chleba i wędzonego dymu po latach znów wypełnia drewniane ściany starej, zrewitalizowanej chałupy.

Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach

Photo: Yarl, CC BY-SA 3.0. Source

Milowe Kroki na Drodze do Ocalenia

Rozwój muzeum w kolejnych, nierzadko chudych dekadach, to prawdziwa kronika niezłomności i fizycznie ciężkiej pracy. Kiedy w 1965 roku placówka stała się oficjalnie oddziałem Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku, zyskała niezbędne instytucjonalne i finansowe wsparcie. To stabilne zaplecze okazało się absolutnie kluczowe w najtrudniejszym okresie. Wspomniane już lata 1974–1976 przyniosły bowiem apogeum dramatycznej fali wyjazdów dawnych mieszkańców. Wsie pustoszały z dnia na dzień, wiatr przewiewał otwarte na oścież drzwi. W obliczu masowego niszczenia tych opuszczonych z bólem serca domostw, muzealnicy podjęli heroiczną, często nierówną walkę z urzędniczą opieszałością i nieubłaganie uciekającym czasem. Z nadludzką wręcz determinacją uzyskiwali kolejne formalne zgody na ratowanie, pieczołowitą rozbiórkę i przenoszenie do Kluk ginących w oczach, zrujnowanych obiektów.

Lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte XX wieku to czas fenomenalnej, bardzo intensywnej rozbudowy skansenu. Pierwotna, pojedyncza i samotna zagroda zaczęła z wolna obrastać w zupełnie nowe struktury, tworząc zwarty i spójny krajobraz kulturowy. Przenoszono do skansenu chałupy z okolicznych, wymierających miejscowości, takich jak Kluki Żeleskie czy Żoruchowo. Z niezwykłą, iście zegarmistrzowską pieczołowitością odtwarzano dawny układ przestrzenny wielkiej rybackiej wsi, gdzie każdy najmniejszy budynek gospodarczy miał swoje precyzyjnie określone miejsce, podyktowane wyłącznie surową logiką codziennej walki z porywistym morskim wiatrem i wszechobecną, podchodzącą wręcz pod progi domów wodą. W 1995 roku, by w pełni oddać należny hołd ludowi, któremu to magiczne miejsce jest bez reszty poświęcone, instytucja przyjęła obecną, dumną i rozpoznawalną w całej Polsce nazwę: Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach.

Kolejne lata przynosiły nowe powody do ogromnej dumy i satysfakcji. W 1998 roku otwarto dla tłumnie przybywających zwiedzających kolejne historyczne zagrody, w tym wspaniale zrekonstruowaną zagrodę rodziny Keitschicków. Została ona wyposażona w oryginalne, cudem uratowane sprzęty domowe, doskonale dokumentujące niezwykle skromne życie od przełomu XIX do połowy XX wieku. Niezwykle ważnym kamieniem milowym było również otwarcie w 2008 roku karczmy „U Dargoscha” w pieczołowicie zrewitalizowanej na ten cel chałupie z połowy XIX stulecia. Dzięki niej do skansenu powrócił gwar rozmów, przyjemne ciepło palącego się pod blachą ognia i autentyczny smak dawnych, prostych regionalnych potraw. Z początkowego niewielkiego skrawka piaszczystej ziemi z jednym domem, cały teren muzeum rozrósł się do imponującego, zachwycającego obszaru obejmującego około 8 hektarów, stając się jednym z absolutnie najważniejszych i najbardziej autentycznych punktów na mapie dziedzictwa kulturowego Pomorza.

Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach

Photo: Yarl, CC BY-SA 3.0. Source

Co Przechowują Kluki: Zaginiona „Kraina w Kratę”

To, co Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach na co dzień przechowuje i przed czym zaciekle chroni całkowite zapomnienie, wykracza daleko poza same wiekowe, drewniane budynki, choć i te bezsprzecznie stanowią absolutny unikat na skalę europejską. Skansen jest dziś najważniejszym strażnikiem „Krainy w Kratę” – niepowtarzalnego specyficznego budownictwa szachulcowego. W technice tej bardzo solidna dębowa, a niekiedy sosnowa rama konstrukcyjna wypełniana była tradycyjnie splotami drobnych gałęzi dębowych oraz gliną. Następnie starannie ją bielono, co na tle smolonych i zabezpieczanych na czarno drewnianych belek tworzyło piękny, wyraziście rzucający się w oczy kraciasty wzór. Przechadzając się w skupieniu między najstarszymi chałupami – z których najstarsza wciąż żywo pamięta końcówkę XVIII wieku – można z bliska podziwiać maestrię i zręczność dawnych, wiejskich cieśli, którzy przy użyciu najprostszych narzędzi wznosili wspaniałe domy bez trudu opierające się niszczycielskim żywiołom przez całe stulecia.

Ale zrekonstruowane w najdrobniejszych detalach Kluki to przede wszystkim fascynująca i poruszająca opowieść o bardzo intymnym życiu codziennym, które niemal w całości ukształtowane było przez otaczającą je wodę, przenikliwy wiatr i głęboki torf. Muzeum z zegarmistrzowską wręcz dokładnością chroni do dziś oryginalne wyposażenie mrocznych domostw, nierzadko dość toporne narzędzia rolnicze i – co najważniejsze i definiujące ten konkretny region – fascynujące rzemiosło rybackie. Znajdziemy w zaciszu tych ścian prastare, ręcznie plecione sieci, tradycyjne surowe łodzie wydrążone z pni zwane dłubankami, oraz niezwykle rzadkie w innych rejonach, specyficzne, szerokie buty przeznaczone specjalnie dla koni. Te tak zwane "klumpy" sprytnie zapobiegały niebezpiecznemu zapadaniu się ciężkich zwierząt pociągowych w wyjątkowo podmokłym, zdradliwym torfowym gruncie wokół jeziora.

Niezwykle ważnym elementem muzealnej ekspozycji są również archaiczne żelazne narzędzia służące niegdyś do ręcznego wydobywania torfu, który dla zmarzniętych Słowińców podczas długich i srogich zim był podstawowym, cennym niczym prawdziwe złoto materiałem opałowym. W starych, glinianych piecach chlebowych, zrekonstruowanych z najdrobniejszymi inżynieryjnymi detalami, podczas specjalnych cyklicznych wydarzeń, wciąż dumnie wypieka się z najlepszej mąki tradycyjny wiejski chleb, którego zapach leniwie roznosi się na całą malowniczą okolicę. Zwieńczeniem tej nostalgicznej podróży jest zlokalizowany na rozległym terenie muzeum zabytkowy, cichy cmentarz słowiński z XVIII wieku – zarośnięte, bardzo cieniste i refleksyjne miejsce, gdzie mocno nadgryzione bezlitosnym zębem czasu, misterne, kute żeliwne i drewniane krzyże wciąż cicho szepczą dawno zapomniane niemieckie i kaszubskie imiona tych, którzy bezpowrotnie związali swoje trudne ludzkie losy z tą surową i piękną pomorską ziemią.

Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach

Photo: T.D., CC BY-SA 2.5. Source

Znaczenie, Którego Nie Sposób Przecenić

Głębokie historyczne znaczenie Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach z całą pewnością bardzo trudno jest szczelnie zamknąć w suchych, akademickich czy czysto encyklopedycznych i muzealnych definicjach. To urokliwe miejsce przecież z całą pewnością nie jest po prostu przypadkowym zbiorem kilkunastu starych, drewnianych domów obitych trzciną, zlokalizowanych gdzieś na końcu świata. To wręcz jedyny w swoim rodzaju, namacalny i żywy pomnik wzniesiony dla niezwykłej kultury, która niestety ostatecznie przegrała nierówną i z góry skazaną na porażkę walkę z wielką europejską historią XX wieku. Co jednak najważniejsze – wbrew wszystkiemu i wbrew przeciwnościom losu nie została przez nią całkowicie starta w bezimienny pył zapomnienia.

To wyłącznie dzięki niezwykłej i heroicznej, tytanicznej pracy dawnych i obecnych muzealników, niestrudzonych pasjonatów i wybitnie oddanych konserwatorów zabytków z regionu Słupska oraz okolicznych miejscowości, Słowińcy nie są dziś dla nas tylko anonimowym przypisem ukrytym głęboko na dnie opasłych podręczników akademickiej etnografii. Oni wciąż istnieją i przemawiają do nas w materialnym świecie, ukryci w rzeczach, których na co dzień dotykali, których używali i które własnoręcznie tworzyli. Ich przepiękne szachulcowe chałupy wciąż stoją dumnie pod pochmurnym pomorskim niebem, w ich piecach nadal potrafi radośnie zapłonąć jasny ogień, a ich niezwykła, choć momentami niezwykle smutna i nostalgiczna historia opowiadana jest z największym należnym szacunkiem dziesiątkom tysięcy zaintrygowanych gości przyjeżdżającym tu licznie z najdalszych zakątków całego świata. Muzeum pełni dziś tak naprawdę odpowiedzialną rolę absolutnego, ostatecznego sanktuarium lokalnej pamięci, wychowując, edukując i nieustannie przypominając współczesnym pokoleniom o bardzo bolesnych, skomplikowanych losach specyficznego pogranicza. Pogranicza, na którym przez wiele długich wieków odrębna kultura polska, kaszubska i niemiecka swobodnie przenikały się nawzajem, splatając się w sposób całkowicie nierozłączny w jedną, wspaniałą słowińską tożsamość.

Spojrzenie w Przyszłość: Misja, Która Trwa

Dziś, mając już za sobą niezwykle uroczysty jubileusz 60-lecia wspaniałego istnienia obchodzony z nieskrywaną, wielką dumą w 2023 roku, Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach patrzy w daleką przyszłość z ugruntowanym poczuciem wyjątkowo rzetelnie i dobrze spełnionej na przestrzeni dekad misji. Jednak praca nad autentycznym ocaleniem ulotnej pamięci w takim właśnie specyficznym miejscu właściwie i dosłownie nigdy tak naprawdę się nie kończy. Każdy najmniejszy wiatrak, każda mocno zniszczona przez korniki stara deska w niskiej izbie i każdy cudem zachowany na dnie kufra tradycyjny haft, wymaga niemal codziennej, ciągłej i wyjątkowo żmudnej opieki wykwalifikowanych rąk konserwatorskich. To miejsce żyje pełnią życia, głęboko oddycha i każdego kolejnego dnia ma nam ogromnie wiele do powiedzenia i przekazania o elementarnym, wielkim szacunku do ogromnego ludzkiego wysiłku, miłości do tradycji i nieprawdopodobnej potędze hartu ludzkiego ducha ukazanego w obliczu największych życiowych i politycznych przeciwności.

Fascynujące odkrywanie i mozolne utrwalanie tej niezwykle intrygującej przeszłości z natury rzeczy jest wielkim, wieloletnim procesem, który nigdy nie ustaje. Ten konkretny artykuł, stanowiący skromny hołd dla minionych czasów, był częściowo mocno inspirowany bardzo starymi, unikalnymi historycznie fotografiami i pożółkłymi nagraniami, które zupełnie nagle i nieoczekiwanie po wielu latach ujrzały znów światło dzienne w momencie, gdy ktoś w poczuciu obowiązku postanowił po prostu przynieść swoje wyjątkowo intymne, osobiste oraz rodzinne wspomnienia i dokumenty do profesjonalnej cyfryzacji. To zbieg okoliczności naturalnie sprawił, że wszyscy zaczęliśmy bardzo głęboko zastanawiać się nad tym, co jeszcze ważnego, cennego i nienazwanego może do dzisiaj bezpiecznie ukrywać się w setkach zapomnianych i nieodwiedzanych domowych archiwach — na zakurzonych po sam sufit strychach, w starych rozpadających się pudełkach po butach czy na samym dnie zapomnianych, ciemnych przedwojennych dębowych szaf — a co mogłoby być w sposób bezpośredni lub chociaż pośredni niezwykle blisko i historycznie powiązane z niesamowitym dziedzictwem Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach i losami tej ziemi. Jeśli więc ktokolwiek z czytelników i pasjonatów lokalnej historii posiada we własnych domowych zbiorach stare nośniki audiowizualne, pamiątki lub fotografie nierozerwalnie związane z tą właśnie niezwykłą organizacją, fascynującym skansenem lub dawnymi, rdzennymi mieszkańcami tego wodnego regionu, usługi cyfryzacji takie jak EachMoment (https://www.eachmoment.pl) mogą profesjonalnie i skutecznie pomóc we właściwym zabezpieczeniu i trwałym zachowaniu ich dla kolejnych, przyszłych, ciekawych swoich korzeni pokoleń, po to, by bezlitosny wiatr historii i zapomnienia już nigdy więcej nie odważył się wymazać ich z naszej wielkiej, wspólnej i tak bardzo cennej pamięci.

Related Articles